…człowiek ciemny jak ziemia

Przypowieść

Pan Bóg uśmiechnął się i wtedy powstała ziemia,
podobna do jabłka złotego i do zwierciadła przemian.
Po niej powoli się sączą zwierząt dojrzałe krople
wstępując z wód w powietrza – drgające srebrem – stopnie.
A śpiew najcichszego z ptaków zamienia się w miękki obłok
i wtedy powstają chmury do ziemi i gwiazd podobne.
Więc knieje do mórz przychodzą i kładą włosy na wodę
i wtedy fale się barwią na kolor dojrzałej jagody.
Światło przenika do ziemi, a ziemia blask przygarnia;
bory wrastają w powietrze, powietrze od lasów – czarne.
Zwierzęta wnikają w korę, a kora porasta życie
i niewidzialne, w przestrzeni, wiruje ziemi odbicie.
Wtedy są wszystkie kolory, każdy od innych różny,
które są wszystkie te same pod szklaną kopułą próżni.
I zafrasował się Bóg, że sam swych dzieł nie ogarnie,
więc cisza złożyła się w fałdy, a światło stało się czarne
i z ciężkich kowadeł gór rosły łodygi ogniste,
a gromy w wysiłku kuły, zmarszczone w groźnym namyśle,
aż się wykrzesał z kuźni pod niebo od huku białe
z chmur i ziemi ulany – człowiek ciemny i mały.
Teraz uśmiechnął się Bóg i we śnie znużony oniemiał,
i do dziś błądzi wśród grozy człowiek ciemny jak ziemia.

Krzysztof Kamil Baczyński

Reklamy

Braki, odrzuty, produkty zastępcze

Więc to już zawsze tak, już zawsze zamiast
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?

Więc to już zawsze, tak, jak zawsze. Zamiast
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.
Objadając się śpiesznie przy chwiejnym stoliku
przecenionym bigosem, jakże tu wyszeptać:

„Więc to już”. Zawsze tak. Już zawsze zamiast
wołać: „Chcę żyć jak człowiek”, szukać dziury w całym
niebie, jakie ci dano – będziesz żył jak człowiek,
czyli: patrząc przez palce, przymykając oczy.
Dziury w niebie nie będzie, gdy zaczniesz tak żyć.
I przyciasna korona z głowy ci nie spadnie.

Więc to już nigdy? Tak, już nigdy. Zamiast
prowizorki, tandety, trzeciej kategorii
nie nastanie świat świetny, świetlisty i świeży.
Bo skąd zresztą wiadomo, że ten świat gdziekolwiek
jaśnieje, skoro nigdy nikt nie odpowiada
za ukryte usterki. Ani na wołanie.

S. Barańczak

Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu 1980

[O wielki Boże et cetera…]

O wielki Boże et cetera,

Cóż to się ze mną stało nagle,

Że „duch” „sam siebie” już nie”zbiera”,

Że opuściłem nagle żagle.

 

Tak mi coś…psiakrew, braknie słowa,

Tak mi się „poziom” duszy zsunął…

Że gdybym wiedział, gdzie się chowa,

Tobym jej w pysk z przekleństwem plunął…

 

Julian Tuwim

bardzo zły!

w ostatnich dniach czerwca 1912 roku

Szczęście to miłość

Leopold Staff

***

Nie wie nikt, gdzie szczęście mieszka.

Żadna doń nie wiedzie ścieżka,

Lecz bezdroże, niebezdroże,

Wielkie morze czy nie morze.

Czasem o nim wieść dolata,

Że za krańcem bawi świata,

Za gwiazdami, mgławicami,

Lecz czym jest, nie wiemy sami.

A to nie jest mara żadna,

Tylko panna bardzo ładna,

Co roztacza czar uroczy

I twe usta ma i oczy.

Wiersz jest jednym z tych prywatnych, mających nie być publikowanymi, skierowanym do Jadwigi Bandrowskiej, nazywanej pieszczotliwie Jagódką, wychowanicy bezdzietnego małżeństwa Staffów, traktowanej przez nich jak przybraną córkę. Komentując te wiersze Jodełka-Burzecki pisał: „Nie mam zamiaru niczego czytelnikowi dopowiadać czy podpowiadać. Same wiersze, a zwłaszcza ich dramaturgia – zawarta między zachwytem pierwszych wierszy oraz rezygnacją i skwitowaniem całej historii łacińskim powiedzeniem res vana – mogą wpłynąć pobudzająco na wyobraźnię czytelników, którzy może nawet będą próbowali dopełnić informacje zawarte w tych krótkich na ogół wierszach. Jak wynika ze słów samego poety, Jagódka Bandrowska była jego Muzą, dlatego przecież pisał te liryki. I to powinno wystarczyć nawet bardzo ciekawskim czytelnikom” (cyt. za Drzewucki J., Nota edytorska, w: Staff L., Wiosna w zimie, Warszawa 2008).

CCF20131021_00001